Hej, haj, helloł w roku 2017! Jesteśmy o kolejne 365 dni bliżej śmierci, jeee!
W tym tygodniu porozmawiamy o czymś, na co wielu z czytelników czekało z utęsknieniem, a co ja odkładałam na później przez już ponad dwa miesiące pół roku (tak, wersja robocza tego posta powstała w okolicach sierpnia). Zawsze myślałam o tym wpisie jako tym ostatnim, tym, który miałby zakończyć działalność Zbrodni, jednak uznałam, że skoro w grudniu aż tak poległam w kwestii prowadzenia blogaska, nowy rok rozpocznę od zrobienia czegoś dobrego na tym internetowym świecie – ku waszej uciesze pomarudzę na temat stary jak blogosfera.
Wiecie, przyznam się do czegoś. Może okazać się, że to wyznanie będzie kłócić się z wieloma rzeczami, które próbowałam przekazać w najbardziej światłym okresie Zbrodni, może okazać się, że wyjdę na mniejszą czy większą hipokrytkę. Niemniej – nie ugnę się, wyznam, co mi ciąży, a co jest powiązane właśnie z tematem Ronalda w fanfikach. Zawsze zastanawiałam się, czy gdybym miała mniej lat na karku (czymś usprawiedliwić się trzeba) i tkwiła w stanie umysłu zwanym „ałtoreczką”, zdecydowałabym się na zrobienie z Rona Weasleya zwyrodnialca, od którego powinien uczyć się nikt inny, a sam Lord Voldemort. Widzicie, nawet te kilka lat temu, kiedy faktycznie zasilałam kręgi ałtoreczek, cechowało mnie coś jeszcze, mianowicie tchórzostwo. Jak każda ałtoreczka po fachu miałam niesamowite parcie na publikowanie najlepszego, najpopularniejszego i najchętniej komentowanego fanfika w blogosferze, chciałam, żeby grubo po moim odejściu z tego internetowego światka ludzie nadal gorąco polecali sobie twórczość wrażliwątka. I o ile wkładałam sporo pracy w ficzki, które popełniałam z prawdziwą pasją, nie były one dobre, ba, nie leżały nawet koło nieszkodliwej przeciętności – coś robiłam źle. A tym „czymś” jest coś, na czym dziś opieram swoje wpisy: na schematach. Nie mam teraz na myśli tego, że próbowałam wykorzystać sztampę w dobry sposób, obrócić ją na swoją korzyść, nie. Jako małe wrażliwiątko przesiadywałam na forach, czerpiąc wiedzę na temat tego, o czym nie pisać, z postów internautów. Ktoś wspomniał o tym, że w tamtym momencie w blogosferą rządziła plaga ficzków o Ronaldzie damskim bokserze? Nie napisałabym literki w tym kierunku.