Cześć, co tam, jak tam, heeej!
Serduszko mnie boli z powodu mniejszego zainteresowania Zbrodniami, jednak sama to na siebie ściągnęłam, znikając z powierzchni ziemi na miesiąc, jeżeli nie więcej. Dzięki Strefie Marud, gdzie tak ślicznie mi pomagacie, wiem, że więcej osób od dłuższego czasu liczy na post o perypetiach Draco i Hermiony, dlatego też strategicznie postanowiłam w tym tygodniu napisać właśnie o ich burzliwym uczuciu – temacie tak uniwersalnym, że każdy chętnie o nim poczyta i porówna swoje traumatyczne przeżycia z moimi. Sprawdźmy, czy przebywaliśmy w równie mrocznych odmętach internetu i jak zawsze odkryjmy, że nie trwaliśmy w samotności!
Nie ma co przedłużać, zjawisk mamy dość sporo do wspólnego przetrawienia, więc lepiej zabrać się za to od razu. Zacznijmy od klasyki, od schematu tak kultowego, że zbrodnią byłoby późniejsze zagranie na Waszych emocjach. Nie wiem, jak z innymi, ale u mnie stary jak świat pretekst z założeniem się o poderwanie Hermiony (albo jakiejkolwiek innej bohaterki – tak uniwersalna klisza!) aż wzbudza nostalgię. Chociaż tego nie pamiętam, mogę przyznać, że z pewnością we wczesno-nastoletnich latach popełniłam jakiegoś ficzka, w którym głównym narzędziem fabularnym był właśnie takiego rodzaju zakład. Co jest pięknego w tym zagraniu, to fakt, że może mieć dwie twarze: albo Draco buńczucznie stwierdza, że owszem, kto jak kto, ale JEMU uda się wyrwać tę sztywną szlamę!, albo Draco przegrywa jakiś niezwiązany z Hermioną czy jakąkolwiek inną mugolaczką zakład, a złowrogo zaśmiewający się w tle Blaise już zaciera rączki, coby spuścić na swojego przyjaciela magiczny odpowiednik bomby atomowej. Mianowicie: karą za przegranie zakładu okazuje się właśnie przymuszenie do romansowania z niepożądaną numer 1, naszą drogą Hermi. Rzecz jasna Hermiona, chociaż z początku jest nastawiona wrogo i nie potrzebuje fałszoskopu do wyczucia podstępu, nie zdaje sobie z niczego sprawy do momentu, kiedy między obojgiem zakwita już uczucie, a w takiej chwili obowiązkowym jest kategoryczne przerwanie sielanki. Wtedy Miona, za sprawą pewnego zrządzenia losu (często pomagają jej w tym skrzaty), dowiaduje się o niecnych planach Malfoya, o uwłaczającym jej godności zakładzie, o tym, że wszystko, do czego doszło, z jego strony było niczym więcej a manipulacyjną gierką. Wtedy pod nogi naszego (często nieświadomego ogromu uczucia, jakim darzy Granger) spada przeszkoda pozornie nie do przekroczenia – jak przekonać ukochaną, że chociaż faktycznie początki ich relacji są fałszywe, to to, co z nich wykwitło, prawdziwe i dobrotliwe?