Pokazywanie postów oznaczonych etykietą slash. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą slash. Pokaż wszystkie posty

10 lipca 2016

Uke i seme – fetyszyzacja kobiecości

Serwus!
Dzisiejsza nocia to znowu efekt inspiracji, tym razem całkowicie zaczerpniętej z tekstu, a nie bazującej na ładnych fanartach, jak było wcześniej. Za tę inspirację muszę podziękować Świniareczce Magdzie, która podesłała mi mnóstwo przykładów do różnych klisz, a pierwszym linkiem trafiła w dziesiątkę, łechcząc temat spoczywający gdzieś z tyłu mojej czaszki już od dłuższego czasu. Jak widać po tytule, dziś zajmiemy się bardziej ogólnym zjawiskiem, lecz tym razem dam odpocząć emo Harry'emu, który chwilowo przebywa u św. Munga po ostatniej scysji z diabolicznym Vernonem, niech chłopak jak najszybciej wraca do zdrowia, bo Severus czeka.
(© s-u-w-i)
Żyjemy w tak (nie?)fortunnej dobie internetu, że dosłownie żaden bloger (tak, piszę to z mentalną ręką na sercu, bo obie dłonie mam przyklejone do klawiatury) nie uchował się przed fenomenem slashu. Może niekoniecznie ten fenomen do niego trafił, ale zdaje sobie sprawę z jego istnienia gdzieś o, tam, po drugiej stronie internetu, a może opisane w dzisiejszym poście zjawisko jest powodem, dla którego podobnie jak ja obiecał sobie, że nieważne, jak zły obrót przybiorą sprawy, nigdy nie popełni tej zbrodni przeciwko swojemu zdrowiu psychicznemu i nie przeczyta slashu. Oczywiście nie jestem przypadkowym szczęśliwcem z drugiej strony internetu, oj nie, ja musiałam kolejny raz od założenia tego bloga złamać swoje przyrzeczenie i popełnić nieodwracalny błąd, czego częściowo żałuję. Chciałabym móc cofnąć się do tych pięknych dni, chciałabym nie uzależniać swojej wartości od liczby komentarzy na blogu, ale powiedzcie mi, moi drodzy – czego nie robi się dla łatki hejtera edukacyjnego? Na tak szlachetny i jedyny w swoim rodzaju tytuł trzeba sobie zapracować – może nie potem i krwią, ale na pewno łzami, wyczerpaniem psychicznym i cotygodniowymi spotkaniami z grupą wsparcia. Bo w gruncie rzeczy slash, jakkolwiek by na to nie spojrzeć, to zaledwie pięć liter, a tyle najrozmaitszych sposobów na zafundowanie czytelnikowi raka.

26 czerwca 2016

Emo Harry i jego oprawcy

Cześć i czołem, tak, raz jeszcze! Nie sądziłam, że drugi post na blogu będzie dotyczył akurat tego zjawiska, w ogóle nie zakładałam, że kiedykolwiek zdobędę się na opisanie jakichś klisz siedzących w slashu, w dodatku slashu akurat tych postaci. Nawet przez głowę mi to nie przeszło, szczerze mówiąc, a post ten jest dziełem zupełnego przypadku – w pełnym zacieszu przeglądałam katalogi, natknęłam się na jakąś nowość opatrzoną etykietką „fanfik hp”, więc weszłam, naiwnie sądząc, że obdaruję zaczynającego autora komentarzem w podzięce za naskrobanie czegoś, co w miarę da się czytać. A tam, moi drodzy… Wiecie co, nie, może najpierw usiądźcie. (Jakbyście już nie siedzieli; trzeba dbać o bezpieczeństwo czytelników).
(© aprikose-fanart)
Nie ma co zaczynać z grubej rury, nie na żarty obawiam się o wasze zdrowie psychiczne. Wyobraźcie sobie więc, że jesteście autorem pragnącym napisać slash tak dobry, że podbije nie tylko środowisko ludzi gustujących w tego typu relacjach, ale również cały internet. Ustawiona przez Was poprzeczka ma być nie do przekroczenia przez nikogo, chcecie, żeby przeprowadzano z Wami wywiady, oczami wyobraźni widzicie już tę dziesiątkę wiadomości na e-mailu, tych ludzi zabijających się o chwilę waszego czasu, a ta tona komci! Merlinie przeutalentowany, przecież wy nie będziecie mieli czasu przeczytać tego wszystkiego, a co dopiero jeszcze odpisać! Ludzie będą atakować Was nie tylko drzwiami i oknami, jak już osiągnięcie sukces, sowy zlecą się z każdego zakątka świata, listy wystrzelą z zabitej gwoździami szpary, a zatkany komin okaże się waszym jedynym zbawieniem. Wszystko brzmi fajnie – odpowiedzcie mi tylko na jedno pytanie: co trzeba zawrzeć w tekście, by osiągnąć taki efekt? 
Szablon stworzony przez Arianę | Technologia Blogger | X X