Cześć i czołem, tak, raz jeszcze! Nie sądziłam, że drugi post na blogu będzie dotyczył akurat tego zjawiska, w ogóle nie zakładałam, że kiedykolwiek zdobędę się na opisanie jakichś klisz siedzących w slashu, w dodatku slashu akurat tych postaci. Nawet przez głowę mi to nie przeszło, szczerze mówiąc, a post ten jest dziełem zupełnego przypadku – w pełnym zacieszu przeglądałam katalogi, natknęłam się na jakąś nowość opatrzoną etykietką „fanfik hp”, więc weszłam, naiwnie sądząc, że obdaruję zaczynającego autora komentarzem w podzięce za naskrobanie czegoś, co w miarę da się czytać. A tam, moi drodzy… Wiecie co, nie, może najpierw usiądźcie. (Jakbyście już nie siedzieli; trzeba dbać o bezpieczeństwo czytelników).
Nie ma co zaczynać z grubej rury, nie na żarty obawiam się o wasze zdrowie psychiczne. Wyobraźcie sobie więc, że jesteście autorem pragnącym napisać slash tak dobry, że podbije nie tylko środowisko ludzi gustujących w tego typu relacjach, ale również cały internet. Ustawiona przez Was poprzeczka ma być nie do przekroczenia przez nikogo, chcecie, żeby przeprowadzano z Wami wywiady, oczami wyobraźni widzicie już tę dziesiątkę wiadomości na e-mailu, tych ludzi zabijających się o chwilę waszego czasu, a ta tona komci!
… Merlinie przeutalentowany, przecież wy nie będziecie mieli czasu przeczytać tego wszystkiego, a co dopiero jeszcze odpisać!… Ludzie będą atakować Was nie tylko drzwiami i oknami, jak już osiągnięcie sukces, sowy zlecą się z każdego zakątka świata, listy wystrzelą z zabitej gwoździami szpary, a zatkany komin okaże się waszym jedynym zbawieniem. Wszystko brzmi fajnie – odpowiedzcie mi tylko na jedno pytanie: co trzeba zawrzeć w tekście, by osiągnąć taki efekt?