26 listopada 2017

Kanoniczna córka Voldemorta

Siemka, nieznajomi! Wreszcie znalazłam chwilę, która nie wydawałaby się zmarnowaną, gdyby spędzić ją na pisaniu Zbrodni, tak więc jestem i próbuję odnaleźć swój styl i humor sprzed miesięcy; uprzedzam, że może nie wyjść. (Na tę specjalną okazję, żeby uniknąć głupich wpadek, załatwiłam betę, Pirat, która kiedyś coś tu dla was naskrobała). Chociaż zdecydowanie nie nazwałabym tego bloga dumnie zakończonym projektem, jako że mam tu jeszcze parę rzeczy do opracowania, odczuwam sporą satysfakcję wynikającą z ilości i (powiedzmy: często) jakości znajdujących się tu materiałów, dlatego też gorzej u mnie z motywacją do kontynuacji bloga. Co wcale nie oznacza, że to dobry argument za tak długą przerwą – wybaczcie mi, miętkiemu wrażliwiątku. (Ale przyznajcie, aż wstyd tak porzucić blożka bez wypowiedzenia się na temat z rodziny Klasyków w fandomie potterowskim, prawda? Odezwało się we mnie poczucie obowiązku, przyznam). 
(© MitsouParker)
Chyba nikogo nie zaskoczę prostym stwierdzeniem, że najczęściej spadek po nad wyraz płodnym papie Voldemorcie dostaje się naszej ukochanej Hermionie Gra… tfu, Hermionie Riddle. Jasne, na milion dark!Hermione trafi się parę zagubionych czy złych do szpiku kości Ginny, imponująca garstka oryginalnych postaci, niemniej w fandomie to Hermiona zawsze wiodła prym i wieść będzie. W tym miejscu z pewnością znajdzie się ktoś, kto miał zupełnie inne doświadczenia niż ja: na odwrót, spotkał więcej OC Riddle niż Hermion i Ginny razem wziętych, jednak poświęćmy ten niedzielny moment na zastanowienie się, czy w sumie jest jakakolwiek różnica między najbardziej typową Hermioną Riddle a OC w tej samej roli? No właśnie. Niby wyróżnia się dwa typy córek Voldemorta, ale w gruncie rzeczy nieważne, czy za imię Hermiony podstawimy imię OC i na odwrót – w dziewięciu przypadkach na dziesięć otrzymamy niemalże jednakowy rezultat charakterologiczny. Dobra dobrej równa, zła złej też, nawet wątki poboczne często są do siebie zbliżone, a wcale nierzadko się pokrywają. (Co, jakby nie patrzeć, jest dość ciekawe, biorąc pod uwagę, że w przeciwieństwie do większości schematów ten pozostawia dość szerokie pole do popisu dla kreatywności autorów, którym choć odrobinę powinno zależeć na zgarnięciu paru punkcików w kategorii: oryginalność).

  Może zacznijmy od dobrej córki Voldzia; zawsze warto zostawić bardziej smakowite kąski na później. Przyjmijmy, że nasza hipotetyczna Hermiona ma nadal pozostać dla czytelnika tą poukładaną dziewuszką, z którą dość łatwo jest sympatyzować czy też się utożsamiać. Jak to osiągnąć, pytacie? Ach, nic prostszego, naprawdę – wystarczy troszkę ubarwić jej dotychczas nudną egzystencję. Nasza Hermiona, jeszcze Granger, pewnego ponurego dnia dowiaduje się, że jest córką najgroźniejszego czarnoksiężnika wszech czasów. Jako że większość autorów za nic ma rzeczy takie jak tworzenie narastającego napięcia, budowę klimatu czy też stopniowe nabieranie przez akcji tempa, zwykle w ciągu kilku rozdziałów, jeżeli nie samego prologu, Hermiona wbrew własnej woli trafia w łapska tatulka, który to z nieokreślonego powodu bardzo, ale to bardzo pragnie zaopiekować się swą utraconą na te wszystkie lata córką. Kolejne dni spędzone w Malfoy Manor (bo gdzie indziej mógłby przebywać Lord Voldemort, prawda?) niosą ze sobą więcej niż widmo cierpienia, tortur, a także bycia konwertowaną na jedyną słuszną ścieżkę, tę śmierciożerczą, rzecz jasna. Nasza biedulka jest wierna przyjaciołom i własnym prawdom, za nic nie chce zmienić poglądów, ale zazwyczaj dziwnym trafem nawet nie próbuje swych sił w czymś tak nieważnym jak próba ucieczki. Choć z pewnością za akurat ten fakt powinniśmy podziękować nikomu innemu, jak Draconowi Malfoyowi i jego oszałamiającej, przyćmiewającej wszelki zdrowy rozsądek obecności (aparycji) w opowiadaniu, która odbiera córce Voldemorta resztkę żywotności mózgowej, brawa dla tego pana!
  Natomiast jeśli chodzi o tę mroczną, złą Hermionę, sprawa ma się o wiele ciekawiej – jest w czym zanurzyć zęby. Wyobraźcie sobie, moi mili, że nieraz spotkałam się z motywem zabicia przez Hermionę własnych rodziców – jako swoisty etap przejścia z bycia zwykłą mugolaczką, plebsem, do stania się najważniejszą jednostką na całym świecie. Tak, najważniejszą – nie oszukujmy się, to nie Voldemort liczy się w tym wszystkim, a jego córka. Córka, która w momencie poznania prawdy przechodzi tak drastyczną metamorfozę (zmiana wizerunku z grzecznego mola książkowego w mroczną, bywa, że seksowną śmierciożerczynię; przewrócenie do góry nogami światopoglądu, sposobu myślenia, postrzegania codzienności etc.), że rzucenie pierwszego Cruciatusa czy Avady Kedavry na bezbronną istotę (najczęściej mugola) to kwestia zaledwie paru przesączonych najprawdziwszym Złem akapitów. Nie twierdzę, że odkrycie prawdy o swoim pochodzeniu jest niczym bułka z masłem, którą pałaszuje się ze smakiem i bez większego namysłu, jednak świeżo upieczona Riddle zachowuje się tak, jakby ktoś jej podmienił mózgi z Bellatriks Lestrange.
  Idąc dalej: bywa, że Hermiona szuka kontaktu z Voldemortem na własną rękę, co udaje jej się błyskawicznie (naprawdę nie wiem, z czym to Ministerstwo Magii miało tak wielki problem, czasem wystarcza wysłać gościowi sowę!), jednak częściej jest werbowana przez jednego z jego popleczników, a następnie sprowadzona nigdzie indziej, jak na tereny posiadłości Malfoyów. (Tak, Malfoyowie stanowią nieodłączną część nie tylko fanfików o córce Voldemorta, a – coraz częściej odnoszę wrażenie – są najważniejszym z filarów czarodziejskiego świata, który by się bez nich gorzej niż zawalił). Najczęściej to tutaj fabuła ficzków się rozgałęzia – możemy dostać albo wakacje u Malfoyów, albo pół ficzka u Malfoyów. Druga opcja najczęściej rozgrywa się w czasie akcji Insygniów Śmierci, żeby Hermiona nie musiała kłopotać się zaginionym Harrym oraz plugawym Ronaldem, a równocześnie żeby swą wszechzajebistością mogła wpłynąć na przebieg wojny czarodziejów. Pierwsza z kolei po upojnych wczasach wraca do Hogwartu, bogatsza o tajemnicę, a także nowe towarzystwo.
  Wiadomo bowiem, że podrzędny Gryffindor jest niegodzien tak niesamowitej jednostki jak córka Voldemorta. Ta Persona nad Personami powinna przynależeć tylko i wyłącznie do najbardziej chlubnego z domów: Slytherinu. Domu, w którym przecież znajdują się sami wybitni młodzi czarodzieje (jednak zaznaczmy, że nie tak wybitni jak Hermiona Riddle), czyli jedyny odpowiedni krąg towarzyski dla naszej Księżniczki Mroku i Zniszczenia, prawdziwej Księżniczki Slytherinu. Księżniczki, która wreszcie znalazła swojego Księcia. (Napisanie tego zdania dało mi tyle raka z przerzutami, że następnego posta raczej się nie doczekacie). 
  Jednak nie bez powodu Księżniczkę Slytherinu wymieniłam jako drugi z tytułów. Nie można zapomnieć, że nasza dark!Hermiona ma przecież cel, ukryty czy nie: przejęcie władzy nad światem. Niby najpierw wydawałoby się, że głowę zaprzątają jej interesy ojca, jego dobro, lecz nic bardziej mylnego. Mimo że zwykle nie dąży się do wyjawienia drugiej tajemnicy, czyli tożsamości matki Hermiony, musiała to być niesamowita kobieta, w końcu w wyniku połączenia jej magicznych mocy oraz potęgi Voldemorta powstała nasza mała Hermioninka. A skoro nasza mała Hermioninka jest symbiozą dwóch nieziemsko potężnych czarodziejów, wiadomo, że przeznaczony jest jej większy Cel, że została stworzona do czegoś Więcej niż stania w cieniu własnego papy. Zaiste.
  I tu powstaje konflikt. Córcia nie zamierza stać w cieniu papy, papa nie zamierza oddać nikomu świata, który – w jego mniemaniu – ma na własność. Jak rozwiązać to równanie? Ano w prosty sposób: wynikiem jest doprowadzenie do sytuacji, w której Hermiona Riddle, uwaga uwaga!, pokonuje własnego (niespodziewającego się niczego) ojca. Wyobraźcie sobie minę Harry'ego, serio. Ciekawe, jak to jest być przez całe życie przygotowanym do starcia z przeciwnikiem, który (po odpowiednio mrocznym reveal'u) zostaje zmieciony z powierzchni ziemi jednym leniwym machnięciem różdżki własnej pierworodnej. Ciekawe, jak to jest musieć stanąć z nią oko w oko trzydzieści sekund później. Gdyby Bellatriks Lestrange nie podlizywała się pół życia nieodpowiedniemu czarnoksiężnikowi, z pewnością ryknęłaby gromkim śmiechem.
  Z kolei teraz nasza biedna Bella albo musi zmienić obiekt dozgonnej (nigdy nie powiedziano, czyjej zgonnej) adoracji, albo spotkać się z gniewem wszechmocnej, najpotężniejszej władczyni świata, naszej drogiej Hermioninki. Ej, hola hola, chyba nie zrozumieliście, jak naprawdę utalentowana jest Suemiona! Przecież ona za nic miała horkruksy – zniszczone czy nie, pff, kto by się tym przejmował (przynajmniej będzie miała Nagini na pamiątkę po papie). Cały ten wątek z bliźniaczymi różdżkami? Kogo by to obchodziło, na pewno nie Hermionę (Katherine Victorie Elizabeth Delphi? Rosalie Isabelle Roxanne) Riddle! Ważne jest jedno: Voldemort został pokonany, czarodziejski świat może odetchnąć od jednego tyrana, by wpaść w powabne łapska drugiego. I tu dopiero się rozpoczyna prawdziwa zabawa: Władczyni może wreszcie oddać się wyczekiwanym uciechom, czyli torturowaniu wszelakich zdrajców, zabijaniu mugoli i mugolaków, a także romansowaniu z bożyszczami czystokrwistych rodzin. Nic nie stoi na przeszkodzie, hulaj dusza, sex drugs Crucio & Avada!
  Lecz Hermiona nie jest naszym jedynym zmartwieniem. W trochę innym uniwersum, nieco bardziej pseudokanoniczym i, jakby nie patrzeć, niestety podpisanym nazwiskiem wspaniałej Jo Rowling, istnieje jak najbardziej autentyczna córka Voldemorta. Marzenia (najgorsze koszmary?) fanów i fanek na całym świecie się spełniły – zagadka szeroko pojętej seksualności jak i sprawności oraz popędu seksualnego została rozwiązana. Voldemort nie tylko dokonał tego niesamowitego opkowego czynu, ale i jako bonus poszczęściło się Bellatrix! Delphini Riddle przyszła na świat w tajemnicy, oczywiście w rezydencji Malfoyów (a nie mówiłam, że bez nich ani rusz?), a następnie została wychowywana w tradycyjny śmierciożercom sposób – na zło wcielone. Ukrywała swoją tożsamość, udawała przykładne dziewczę, które opiekowało się schorowanym Diggorym, żeby tylko w odpowiednim momencie przejąć władzę nad światem. Rzecz jasna mogła zrobić to dopiero po wygłoszeniu przemowy dającej raka z przerzutami:

DELPHI
Jestem nową przeszłością.
Zabiera ALBUSOWI różdżkę i ją łamie.
Jestem nową przyszłością.
Zabiera SCORPIUSOWI różdżkę i ją łamie.
Jestem odpowiedzią, na którą czekał ten świat. 
 („Harry Potter i Przeklęte Dziecko” – J. K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne).

  Po napisaniu tego posta dochodzę do pewnej, teraz jakby dziecinnie prostej i oczywistej, konkluzji. W dzisiejszych czasach naprawdę nikt nie jest bezpieczny – każdy, dosłownie każdy mógłby okazać się córką Voldemorta. Żeby rozwiać wątpliwości: tak, niezależnie od płci zawsze istnieje możliwość bycia właśnie córką najpotężniejszego czarnoksiężnika, jakiego znał świat. Synów niestety nie stwierdzono, przynajmniej nie w ilościach, które nadawałyby się do jakichkolwiek istotnych statystyk.
  A Wy? Pomyślcie. Jesteście pewni, kto jest Waszym ojcem?

20 komentarzy:

  1. Trochę mnie zagięłaś, bo pierwsza wersja trochę zgadza się z tym, co zaczęłam pisać. Chciałam Hermionę, która będzie córką Voldka, bo lata temu naczytałam się takich opek, ale o dziwo nie chcę zrobić z niej złej, do czego mam dużą tendencję, bo większość moich bohaterów i tak kończyło zawsze jako słudzy Voldka xD. No i została porwana i jest u Malfoyów, bo to wydało się mi logiczne. Pocieszam się faktem, że zrezygnowałam z dramione xD :D :D

    Ale ogólnie, dopowiem, że spotykałam się jeszcze z wersją Hermiony Riddle niby kanonicznej, ale pojawiało się często Harrmione. Tu niby córka Voldka, z drugiej strony Wybraniec - taka zakazana miłość. W kilku opkach to spotkałam.

    No a opis złej Hermiony, aj, aj, aj...Moje pierwsze opko było o Hermionie i Ginny Riddle ( nie przyznaję się xd) no cóż, pisałam schematycznie, jak i tutaj. Jedynie bez tego, że chciała przejąć władze nad światem, ale cóż... Reszta się w miarę zgadzała xD Patrząc na to teraz, się śmieję, ale gdy to się pisało, wydawało się, że jest to jedyna i słuszna droga Hermiony Riddle :D

    Ogólnie uśmiałam się przy tym wpisie; zrobiłaś mi dzień^^. Naprawdę! Oby więcej takich postów, więc na koniec życzę Ci mnóstwa weny i chęci na pisanie :).

    N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to nie chcesz mieć złej Hermionki? Ejjj, dlaczego? Źli bohaterowie, którzy są dobrze umotywowani i logiczni w byciu złymi są fajni! Właściwie… o co chodzi z tą Hermioną? Czemu nie można wziąć jakiejś OC? Bo dla mnie kanoniczna Hermiona nie jest zbyt ciekawa, ale chciałabym wiedzieć, skąd ta popularność. (hej, wiem, że jest główną żeńską bohaterką, nikt nie musi mi przypominać!)

      Usuń
    2. Cóż w moim przypadku to jest raczej to, że po prostu lubię Hermionę i mam sentyment do córek/synów Voldka, bo to były pierwsze fanfiction na jakie w ogóle trafiłam. No i fakt, że w sumie uwielbiam łamać kanon; im coś jest dziwniejsze, tym lepsze. Hermiona córką Voldka? Czemu nie? xD A nie jest zła, ponieważ chcę napisać coś innego, bo do tej pory praktycznie wszystkich przerabiałam na złych :D
      W sumie też coś w tym jest, że Hermiona jest tak popularna bo jest jedną z głównych bohaterek, z reguły się ich lubi - no zazwyczaj^^.

      Usuń
    3. Cieszę się, że kogoś cieszy mój powrót, mimo że wyszłam już z wprawy :'). Większość ludzi popada w schematy, jedni świadomie, drudzy nie, ale ważne jest to, czy wychodzi się z nich z twarzą. No i pewnie 90% twórców fanfiction pisało opko o córce Voldzia :'D. #winna

      Usuń
    4. Btw., jak ktoś nie przepada za kanonem i chce wyjść mu naprzeciw, powinien to robić z głową. Uważam, że do pisania niekanonicznych ficzków trzeba dwukrotnie więcej researchu - niekanoniczność musi się o coś opierać mimo wszystko, dlatego ficzki niekanoniczne "od tak" są zwykle więcej niż niestrawne.

      Usuń
    5. Ostatnio mam jakąś fazę na szukanie odpowiedzi, dlaczego inni ludzie lubią coś tam i zwykle słyszę: bo mi się podoba. No ok, ale dlaczego? Znaczy coś ta postać musiała w sobie mieć, skoro cię zaciekawiła i chcesz o niej pisać, prawda? Co to było?
      Eee dziwne opka, które wyginają kanon jak chcą zwykle są... no słabe. Bo zupełnie nie chodzi o to, żeby błyszczeć oryginalnością (czy dziwnością) a o to, żeby opowiadana historia trzymała się kupy.

      Wrażliwiątko, to ty pisałaś opcio o córce Voldka? I ja o tym nie wiedziałam?! Foch!

      Usuń
    6. Jak miałam dziesięć lat, miałam za sobą większość zbrodni xd.
      wrażliwiątko

      Usuń
    7. Jak zawsze: wcześnie zaczęłaś xD. I TERAZ NAWET NIE MA JAK TEGO POCZYTAĆ! BO KTOŚ TO WSZYSTKO WYWALIŁ DO CZARNEJ DZIURY.

      Usuń
    8. Tak jak i przypadkowo opko swojego życia :'(.

      Usuń
  2. Już nigdy więcej nie kliknę w to, co linkujesz, paskudo przebrzydła!
    Oczywiście o zbyt wielu córkach Voldzia nie czytałam, bo one chyba tylko w czasach trójcy występują, a o tych miałam siedem książek, więc… Swoją drogą kiedyś chyba trafiłam na opko, gdzie Voldi miał bliźniaki (no jedno to musiała być córka – nie ma co się oszukiwać, bez córci się nie liczy), ale to było tak dawno… W każdym razie zupełnie nie rozumiem, czemu Voldi miałby chcieć się rozmnażać. Przecież planuje sobie żyć w nieskończoność i nigdy nie umrzeć (po co robić z Nagini horkruksa? Lol, ten wąż jest śmiertelny, ech, Voldziu, Voldziu…), więc na kij mu jakiekolwiek bachory. No a jak już założę, że go poniosło w młodości i, cóż, wpadło się, to czemu miałby takiego dzieciaka uznawać? Znaczy jakie profity z tego (500+? xD)? Gdzie są ludzie od tych opek?! Ja mam pytania!!!
    Piszesz o dobrej i złej córce Voldzia, a one nigdy nie przechodzą w siebie? To znaczy córcia zaczyna jako dobra, ale z czasem zmienia się w tą złą (masz bohatera dynamicznego, za to chyba też dają punkciki w ocenkach, co?). Zawsze mam szacunek do twórców, którzy próbują robić coś takiego i nawet jeżeli im nie wychodzi (mało komu wychodzi, nie ma co się oszukiwać), to zostaje świadomość potencjału, który drzemał w tym opowiadaniu czy filmie (tak, mam na myśli Lucasa i prequele). Dobra, wiem, że to myślenie życzeniowe. Ale poczytałabym opko, gdzie (najlepiej) główny bohater jest niejednoznaczny…
    Tak właściwie kogokolwiek interesuje, po co Voldkowi ta władza nad światem? Dlaczego w ogóle użerać się z wojną i zniszczeniem? Zabijać innych czarodziejów, czarodziejów, których – jak mi się zawsze wydawało – nie jest aż tak dużo? Znaczy odpowiedzią pewnie jest: dla funu? Nikogo nie interesuje, czemu ludzie poszli za Voldkiem. Wszyscy zawsze zakładają, że byli albo źli (90%) albo zostali przymuszeni do współpracy (pozostałe 10%) i to smutne.
    Aha, jak przeczytałam to „spadek po nad wyraz płodnym papie Voldemorcie dostaje się naszej ukochanej Hermionie”, to pomyślałam, że Herma ma być matką tego potomstwa… Najpierw rzygnęłam, a później dotarło do mnie, że pewnie i takie rzeczy znajdę, jak się postaram. (Nie, nie zamierzam się starać, spadaj :P.)
    Zawiasem: ktoś mi powie, jak to jest z matkami najwspanialszych córeczek? Bo raz tylko natknęłam się na Bellatrix, a chyba nigdy nie doczytałam dalej niż pierwszy rozdział/prolog xD.
    To co: dostanę order z kartofla? Za komcia ^^.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, odnosząc się do Hermiony i Voldka; wierz mi, znajdziesz tego mnóstwo i jeszcze więcej xD Przynajmniej kiedyś tego było sporo, teraz w sumie może trochę mniej, no ale jednak xD
      Z matkami to jest różne, czasem Bellatrix ( w sumie sama tak zrobiłam xD), spotkałam sie gdzieś, ze Narcyza była matką, czy też kuzynka Syriusza. No i często też była pomijana, albo po prostu wspomniana i już nie żyła, czasem też zabita przez "złego i okrutnego" Dumbledore'a. Więcej chyba nie pamiętam.

      Usuń
    2. Przecież Nagini jako horkruks (w domyśle) miała być nieśmiertelna xd. Chyba że nie jarzę czegoś tutaj.
      Jakbyś takie opko poczytała, takie z niejednoznacznym bohaterem, to istnieje reguła blogosfery: najpierw takie napisz. Albo kontynuuj to, które aktualnie na Twoim koncie zalicza zgona xD. Widzisz, ja powstałam z martwych, NICZYM FENIKS Z POPIOŁÓW!!!
      No ja ogólnie nie rozumiem fenomenu opanowywania świata, żyćko pewnie staje się nudne, jak już jesteś najsilniejszy, najbardziej potężny, wszystko naj naj naj i nikt nie jest w stanie ci podskoczyć... Więc osobiście nie wiem, po co mu ta władza. Chyba tylko po to, żeby wszystko podlegało jego widzimisię. Co jest bardzo dojrzałe.
      Hermiona córką Voldemorta i matką jego dzieci? Jestem pewna, że gorsze rzeczy ten fandom widział.
      Zwykle matki nie istnieją :P. Może i daje im się tam jakieś dane osobowe, ale w 90% przypadków nie biorą żadnego udziału w akcji i mają na nią niewielki (żaden?) wpływ.
      A za komcia dostałaś zdjęcia króliczków.

      Usuń
    3. Serio miała być nieśmiertelna? Znaczy ja nie wiem, nie pamiętam, żeby kiedykolwiek poruszano tę kwestię w książkach xD. (Tutaj ktoś sobie o tym rozmawiał: https://scifi.stackexchange.com/questions/11627/are-living-beings-turned-into-horcruxes-suceptible-to-age-disease-or-injury, może sprecyzuję, że miałam na myśli przede wszystkim sytuację, kiedy Nagini umiera ze starości).
      ...i zawsze człowiekowi wypomni wszystkie trupy w szafie. To kiedy kolejny rozdzialik DM, pani feniks? :P
      Jak już opanujesz świat, to oczywiście pławisz się we własnej zajebistości xD. No szalenie dojrzałe :P.
      (Nie przeczytałam tego! Nie chcę nic wiedzieć!)
      Zawsze wszyscy zabijają rodziców... (tych zbędnych) Swoją drogą ciekwe, czy istnieje coś takiego jak magiczne sztuczne zapłodnienie (taki odpowiednik in vitro)? Bo wtedy może nawet uwierzyłabym w jakąś córcię lordzia Voldzia...
      xD Ta reklama to też w ramach nagrody była?

      Usuń
    4. Nooo w sumie, może racja z tym horkruksem. Stary papa Voldemort stał się zbyt chełpliwy i odważny, więc zaorał z Nagini jako kandydatka na horkruksa.

      Usuń
  3. No właśnie najgorsze jest to, ze teraz jest kanoniczne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A najlepsze jest to, że ludzie od zarania dziejów wybierają sobie swój własny kanon :P. Bo ja np. nie uznaję za kanon czegoś, na czym Jo tylko walnęła swoje nazwisko.

      Usuń
    2. Jakie kanoniczne? O czym tutaj mowa? Weście się, nie ma córki Voldka, Jo pewnie wypiła za dużo kawy i zamiast powiedzieć fanon walnęła kanon :P.

      Usuń
    3. Możesz być na dobrym tropie...
      wrażliwiątko

      Usuń
    4. Kanoniczne w sensie, że Przeklęte Dziecko jako sztuka było reklamowane jako "ósma część Harry'ego Pottera", co jest wierutną bzdurą, ale zostało podpisane przez JKR i technicznie można to traktować jako kanon Potterowski. OSOBIŚCIE jednak odradzałabym, bo to jest po prostu śmiech na sali ta cała Delphi i jak widzą wrażliwiątko się ze mną zgadza xD

      A co do synów... to ja chyba widziałam kiedyś opowiadania o Harrym jako synu Voldzia xD To był dopiero twist xD

      Usuń
  4. Och, och, och! Aż mi przypomniałaś te magiczne czasy w Internecie, kiedy to blogi rażące po oczach kolorowymi czcionkami rodem ze sklepu z neonami wypalały oczy czytelnikom, którzy mozolnie próbowali przeczytać to, co się za nimi kryło.

    Mniej więcej bowiem w tych czasach córki Voldemorta żyły sobie w Internecie i miały się zaskakująco dobrze. Sama czytałam kilka takich opowiadań DAAAAAWNO temu. Na szczęście żadnego nie popełniłam. Ale za to Malfoyowie chodzą za mną jak Mroczny Kosiarz. Nie mogę ich po prostu zostawić w spokoju i nie pomóc im się zrehabilitować. Moja niechęć do Lucjusza niestety przegrywa z jego marnym wizerunkiem z ostatniego filmu. Się po prostu człowieka robi żal... co we mnie wywołuje ogromne pokłady empatii i pragnienie naprawienia przyszłości rodu Malfoyów.

    Wracając jednak do córek Voldemorta, to powiedziałabym o nich coś więcej, gdybym pamiętała coś ponad "tak były, tak były to OC, tak czasem to była Hermiona", bo niestety nic ponad to nie pamiętam z tego okresu w moim życiu. I bardzo się cieszę xD

    Za to pamiętam Harry'ego wszechmocnego syna tego, tego, śmego i tamtego. O supermocach rodem z DC i Marvela. Pochodzeniem zresztą także od nich nie odstającego, skoro narodził się ktoś taki jak Ariel Harry, czyli Harry jako totalna syrenka.

    Tak mam obsesję na punkcie Harry'ego i tak czytałam opka głównie o nim. Niestety albo stety córki Voldzia omijałam szerokim łukiem, ale mogę zapewnić wszystkich tutaj obecnych, że to były bardzo, bardzo, ale to bardzo złe czasy.

    Wyrwa w Mocy, że tak to ujmę.

    Ale wracając jeszcze do córek, tym razem tak bez żadnej wiedzy, to nie wiem, co te autorki musiały pić, skoro ich bohaterki nigdy w życiu nie pomyślały "Moje życie się skończy jeżeli się go nie wyprę już teraz!". Idąc logiką magii słów, wyparcie się powinno zadziałać, jeżeli odbębniłyby przy tym jakiś rytuał "nie mam ojca", czy coś podobnego.

    Tak czy siak, nieważne czyim jesteś dzieckiem, rozum swój masz. I to po prostu było takie dziwne, że one go nie miały. Jakby stan "dziecko Voldemorta" był ich stanem fabrycznym i nic poza tym w nich nie egzystowało (jak chociażby potencjał do nauki i rozwoju niezależnie od genów, dammit).

    Przy Hermionie to mogłoby być jeszcze śmieszniejsze, gdybyśmy jej hermionowatość potraktowali jako działania właścicieli komputera. No wiesz, rodzice wychowali sobie Hermionkę tak jak chcieli, a gdy się zepsuła, cofnęli ją do ustawień fabrycznych (bo cóż innego mogli zrobić, skoro się na magii nie znali, a do technika za daleko i za drogo?) i voile, masz tu istne zło. Merlinie jakie to głupie. Ta metafora poszła za daleko xD

    Ogólnie wiesz do czego piję. Ich jednowymiarowość i płaskość po prostu sprawia, że zaczynam się zastanawiać... co ludzie mają w głowach i skąd to się tam bierze?

    (Nie odpowiadajcie. Mam koleżankę, która czyta rakowe opowiadania i ona już mi robi update'y w tym temacie. Połowy z tego nawet nie chciałam wiedzieć...)

    Abstrahując już od rakowych opowiadań i porytego świata Przeklętego Dziecka, cieszę się, że wróciłaś chociaż na chwilę, bo fandom potrzebuje takiego kontentu! Fandom HP potrzebuje ludzi o światłych umysłach, którzy potrafią się śmiać z głupot wytworzonych w obrębie fandomu, więc please, please, please, wrażliwiątko, nie umieraj! :(

    OdpowiedzUsuń

Lubię komcie. Dajcie mi komcie. Proszę o komcie. Chcę komcie. Komcie komcie komcie.

Szablon stworzony przez Arianę | Technologia Blogger | X X